Co oznacza tak w
zasadzie pojęcie „dieta”, o którym słyszymy codziennie w radiu, telewizji czy
na ulicy? Ja oraz pewnie wielu z Was całe życie mylnie łączyliśmy to pojęcie ze
sposobem odżywiania, którego celem jest odchudzanie. Otóż nie! „Dieta” to
ogólne pojęcie dotyczące sposobu odżywiania i generalnie każdy z nas jest na
jakiejś diecie - jakkolwiek brzmi to śmiesznie. W tamtym znaczeniu, prawidłowym
pojęciem będzie „dieta odchudzająca”. Każdy ma oczywiście inną dietę. Niektórzy
przykładowo spożywają mięso kilka razy w tygodniu, inni tylko raz bądź dwa razy,
a są i tacy, którzy wcale go nie jedzą. Mięso oczywiście służyło tu tylko jako
przykład. To samo tyczy się owoców, warzyw czy słodyczy. Istnieją także inne
rodzaje diet jak np. dieta bezglutenowa.
Chyba nadszedł już
czas, żebym po objaśnieniu pojęcia „dieta” przedstawiła swoje stanowisko co do
diet odchudzających. Szczerze mówiąc znam dokładnie aż bądź tylko dwa
przypadki, które próbowały dłużej niż dwa miesiące prowadzić dietę odchudzającą.
Na rynku takich diet jest mnóstwo i nie interesowałam się tym, ponieważ dla
mnie to bardzo złe podejście do kwestii odchudzania. Dlatego też nie będę pisać
Wam o dietach. Czemu? Wyobrażacie sobie całe życie prowadzić np. dietę kapuścianą?
A co jeśli zrzucę przykładowo 15 kg i zaprzestanę tej diety? Co wtedy? No
właśnie. Wtedy prawdopodobnie wrócę do swoich starych nawyków żywieniowych po
katordze i odmawianiu sobie codziennie różnych smakołyków, którymi teraz z
radością będę się zajadać. Skutek będzie taki, że pojawi się efekt jojo, gorsze
samopoczucie i problemy żołądkowe. By nie być gołosłownym osoby przeze mnie wyżej
wspomniane właśnie tego doświadczyły i dziś zmagają się z o wiele większą
nadwagą niż kilka lat temu.
Jedyną dietę
odchudzającą, którą popieram, a którą nie do końca można tak nazwać jest tzw.
detoks. Otóż jest to pewnego rodzaju
dieta oczyszczająca, która może trwać od jednego dnia do nawet 14 dni. W
trakcie detoksu należy zrezygnować przede wszystkim z glutenu, zbóż, produktów
mlecznych oraz cukrów. Dla ludzi, którzy kochają kawę mam złą wiadomość.
Podczas diety oczyszczającej nie powinniśmy jej pić! Pozostaje nam woda, soki z
warzyw i owoców oraz NAJLEPIEJ zielona herbata. Dieta ta wymaga także wypijania
minimum 3 litrów dziennie. Oprócz tego, każdego ranka po przebudzeniu należy
wypijać szklankę letniej wody z sokiem z połówki cytryny. W ten sposób
wspomagamy pracę wątroby i nerek, a także przyspieszamy metabolizm. Konieczna
jest odpowiednia dawka błonnika, a co za tym idzie wcześniej wspominana spora
ilość wypijanych płynów. W Internecie można znaleźć bardzo dużo różnych przepisów
na popularne dzisiaj smoothie, które właśnie ma właściwości oczyszczające.
Jak zrobić smoothie,
które będzie wartościowym napojem, wzmocni naszą odporność, a dietę wzbogaci w
pewne witaminy i minerały ważne dla naszego organizmu? Pomysłów na wykonanie
smoothie jest bardzo dużo i każdy z nas powinien wybrać taką wersję, która mu
odpowiada. Podstawą smoothie jest baza płynna oraz owoce lub/i warzywa. Pod
wyrażeniem baza płynna rozumiemy dodatek, którym może być: woda, mleko, mleko
roślinne, sok wyciśnięty ze świeżych owoców, jogurt naturalny czy nawet kefir.
Jak mówiłam wszystko zależy od nas, jakiego doboru dokonamy. Następnie baza
owocowo-warzywna. Jeśli o nią chodzi to również zależna jest ona od naszych
preferencji. Ja na początku robiłam smoothie, które składało się z mleka oraz
bananów (tych jeszcze żółtych, które nie „wytrąciły” cukru – czyli takich,
które nie stały się jeszcze brązowe i nie są tak słodkie). Z czasem dodawałam
do tego serek wiejski, żeby zagęścić napój. Wtedy smoothie traktowałam raczej
jako posiłek ze względu na dość wysoką kaloryczność. Później zaczęłam eksperymentować
z warzywami i wodą, dodając pomarańcze. Niektórzy dla wzmocnienia słodkiego
charakteru smoothie dodają syrop klonowy, miód albo suszone owoce – czego ja
nie robię, bo staram unikać się cukrów. Nie jestem w stanie podać Wam gotowego
przepisu na smoothie, bo uważam, że to kwestia bardzo indywidualna. Jeśli mogę
zaproponować jakieś warzywa to na początku najlepiej, żeby były to różne
rodzaje sałat: zielona, roszponka, rukola czy jarmuż.
Pozostawiam Wam kilka
ważnych uwag, którymi powinniśmy się kierować podczas przygotowywania i spożywania
smoothie:
- Należy zmieniać warzywa, które dodajemy do koktajli. Jedząc cały czas ten sam rodzaj, możemy doprowadzić do kumulowania się niebezpiecznych związków np. szczawin.
- Warto ograniczyć się do kilku produktów, by ułatwić naszemu żołądkowi trawienie.
- Należy pić go na śniadanie lub w odstępie 2 godzin po innych posiłkach lub godzinę przed.
Czy odbyłam kiedyś taki
detoks? Może dwa razy w swoim życiu, a trwał on tylko jeden dzień. Mogę śmiało
powiedzieć, że odczułam ogromną różnicę pomimo tego, że nie trwało to zbyt
długo. Polecam każdemu, ale tylko wtedy gdy ma dzień wolnego i jest wypoczęty!
Dla mnie było to bardzo ważne ze względu na dość specyficzną zmianę w żywieniu
i funkcjonowaniu.
Oczywiście nie pozostawiam
Was bez zdjęć i przepisu! Teraz w wersji może mniej fit, ale dla mnie to
pełnowartościowy posiłek, który na uczelni dodał mi energii podczas zajęć.
Na zdjęciu widzimy dwa
pudełka. W jednym z nich jedno z moich ulubionych owoców, a mianowicie kaki
(persymona). Jest ono obrane, umyte i pokrojone w kostkę. W drugim z pudełek
coś bardziej skomplikowanego. Są to szpecle z warzywami i kurczakiem. Powinnam
ostrzec Was, że jestem osobą, która uwielbia różne specyficzne połączenia
produktów. Dlatego proszę o wyrozumiałość i modyfikowanie przepisów wedle uznania.
Jeśli ktoś z Was nie wie co to szpecle to wyjaśnię. Jest to potrawa mączna
kuchni południowych Niemiec i kuchni tyrolskiej. Szpecle to niewielkie kluseczki
przygotowywane z mąki i jajek.
SKŁADNIKI:
- 2 szklanki szpecli (bądź więcej, w zależności od preferowanej porcji)
- garść roszponki i świeżego szpinaku bądź dwie garści jednego rodzaju
- pół dużej papryki
- pół szklanki tartego sera mozzarella /żółtego sera
- 8 cm kawałek zielonego ogórka (ja lubię nieobrany, dokładnie umyty i pokrojony w cienkie półksiężyce)
- dwie łyżki słonecznika łuskanego (niesolonego!)
- opcjonalnie: boczek/kurczak gotowany/szynka/cebulka
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Szpecle gotujemy według
wskazówek na opakowaniu. Ja swoje zakupiłam w LIDLU. Rozgrzewamy dużą patelnię
i dodajemy łyżkę masła. Wrzucamy pokrojoną cebulkę, by ją zeszklić. Jeśli ktoś
preferuje surowy boczek może pierw podsmażyć go na rozgrzanej patelni. Wtedy
wytopi się jego tłuszcz, a cebulka zeszkli się. Następnie odcedzony makaron
przekładamy na patelnię i dorzucamy nasz
ser. Później pozostają nam tylko warzywa, słonecznik i opcjonalnie kurczak.
Chwilkę obracamy wszystko na patelni. Ser powinien nam się rozpuścić i trochę „obkleić
makaron”. Pozostawiamy do wystudzenia i przekładamy do pudełka.
GOTOWE!
Jeśli ktoś lubi ciepłe
posiłki to niestety musi zaopatrzyć się w opakowania, które utrzymują to ciepło
przez jakiś czas. Ja takich nie posiadam, ale zimne potrawy mi nie przeszkadzają.
W tym wypadku także.
Na koniec wstawię Wam
moje artystyczne zdjęcie kanapki, którą przygotowałam sobie na drugie
śniadanie. Dla niektórych to śmieszne, a dla mnie przyjemność z jedzenia.
Oraz moje nowe
odkrycie, którego się obawiałam ze względu na moje sceptyczne podejście do
takich batonów, ale skład nie jest taki zły:
NAJWAŻNIEJSZE! Żeby
schudnąć trzeba jeść a głodówka to żadne rozwiązanie!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz