Dzisiaj
na blogu pojawia się po raz pierwszy post autorstwa mojego chłopaka. To on
częściowo zaraził mnie uprawianiem sportu i razem traktujemy to jako pewnego
rodzaju pasję/hobby. Pierwszy raz w wakacje nad morzem miałam okazję biegać razem z
nim i było to najlepsze doświadczenie w moim życiu. Czarek jest bardzo
wyrozumiały i w nagrodę za nasze wspólne 7 km zgodził się robić ze mną treningi interwałowe podczas
wyjazdu. Życzę każdemu z Was, byście mogli znaleźć takie coś w swoim
życiu, co sprawia przyjemność Wam i Waszej drugiej połówce. To wzmacnia bardzo
związek. Teraz czas na kilka słów na temat biegania od Czarka dla Was.
Większość
ludzi kojarzy bieganie raczej z latem i dobrą pogodą. Gdy dni zaczynają robić
się zimniejsze, a pogoda niepewna większość albo przerzuca się na bieżnie, albo
całkowicie rezygnuje z biegania - często już do niego nie wracając. Tymczasem
zima wcale nie musi i nawet nie powinna oznaczać rezygnowania z tego pięknego
sportu. Uwierzcie mi, wiem coś o tym. Być może żaden ze mnie maratończyk, ale
biegam już od czterech lat i nigdy nie odpuszczałem zimą i powiem Ci dlaczego
uważam, że też nie powinnaś/powinieneś.
Z
bieganiem zimą związanych jest niestety wiele mitów. Najpopularniejszy dotyczy
przeziębienia. Wielu ludzi uważa, że biegając zimą, a już szczególnie w mrozie,
najpewniej przeziębią się. Bierze się to trochę z mylnego przekonania, że
przeziębiamy się przez zimno. To tylko częściowo prawda. Tak naprawdę zimno
jedynie osłabia nasz układ odpornościowy. Ale tutaj być może Cię zaskoczę. Otóż
bieganie zimą wcale nie oznacza, a przynajmniej nie powinno oznaczać, marznięcia.
Wszystko to kwestia dobrego ubioru oraz tego, by nie zatrzymywać się, a
przynajmniej nie na długo. Mogę z czystym sercem powiedzieć, że o wiele bardziej
i częściej zdarzało mi się zmarznąć podczas dojazdów na studia niż biegając
zimą. Nasze ciało produkuje podczas wysiłku dużo ciepła i dopóki ruszamy się, i dobrze się ubierzemy – dobrze nie znaczy za
ciepło! – to powinno nam być nawet cieplej i przyjemniej niż podczas zwykłego
spaceru. Wracając do tematu chorowania, ja sam nie pamiętam jeszcze żebym
zachorował z powodu samego biegania. Osobiście swoje choroby przypisuję raczej
zarażeniu się od kogoś niż bieganiu w zimową pogodę. Powiem więcej, odkąd zacząłem
biegać zimą to choruje mniej. Choć to też prawda, że nigdy nie chorowałem dużo i
mam dość dobrą odporność. Korzyści z biegania zimą jest jednak więcej! Dzięki
bieganiu w mróz i po śniegu poprawimy znacząco wydolność naszego organizmu, a latem nie
musimy pracować od nowa nad formą, a często nawet ujrzymy poprawę naszych
wyników.
Nie
wiem czy udało mi się Was przekonać. Jeśli tak, to super. Jeśli nie, nic nie
szkodzi. Każdy ma prawo lubić inny rodzaj sportu i powinien szukać tego, co sprawia mu
radość. Jeśli jednak chcesz spróbować biegania zimą to opiszę poniżej parę
cennych rad, które być może pomogą Ci bezpiecznie i przyjemnie przebiegać zimę.
- Wdychaj przez nos! – to temat dość kontrowersyjny. Jedni mówią, że to bez sensu i nic nie daje. Inni natomiast chwalą tą technikę. Ja jestem zdania, że właśnie tak powinno się oddychać biegając. Dzięki temu nie tylko nie przewentylujemy się - tak jak to często dzieje się, gdy zaczynamy dyszeć przez usta – oraz dodatkowo filtrujemy powietrze przez nasze zatoki i ogrzewamy je nim trafi ono do gardła. Uczy to także pewnej dyscypliny oddychania. Dla tych, którzy uważają, że nie da się w ten sposób głęboko oddychać to mam zaskakującą informację: Jak najbardziej się da. Biegam tak od początku i nie przeszkadzało mi to nigdy przy biegach zarówno szybszych, jak i wolniejszych, osiągając nawet 22 minuty na 5km. W lato nie gra to może takiej roli, ale haust mroźnego powietrza prosto w gardło to nic zdrowego ani przyjemnego.
- Nie zatrzymuj się! – to bardzo ważne, oczywiście czasem trzeba, ale jeśli nawet to staraj się iść i nie zatrzymywać całkowicie. Być może cudowne sportowe ciuchy za kilkaset złotych potrafią idealnie odprowadzać pot, ale te których sam próbowałem: nie. Dopóki biegniemy zagrzewamy siebie i ubrania, zatrzymując pot, który zawsze jakoś w nie wsiąka, zaczyna się oziębiać i to naprawdę szybko! Wystarczy parę minut i człowiek naprawdę przemarza. Dlatego jeśli możesz planuj trasy z jak najkrótszymi przerwami i możliwie blisko domu. Dobrze oceń też swoje siły, gdyż wracanie na piechotę kilka kilometrów to nie najlepszy pomysł zimą.
- Dobrze się ubierz! – przede wszystkim czapka, bo często widać szaleńców, którzy jej nie mają - nawet na mrozie. Czapka na głowę i komin na szyję to podstawa. Ubrania niestety powinny być sportowe. Większość zwykłych nie nada się niestety. Chodzi oto, że bawełna bardzo nasiąka potem i łatwo się w niej wyziębisz. Ale nie przesadzajmy także w drugą stronę. Nie ma potrzeby wydawać nie wiadomo ile. Kurtka softshell z marketu, jakieś grubsze dresowe spodnie, – tutaj może być i bawełna bo mniej się tu pocimy - czapka ze sportowego sklepu i komin z polara… to w sumie prawe cały zestaw. Warto dokupić też jakąś bieliznę termiczną, taką obcisłą. To bardzo fajna rzecz. Wystarczy ta najtańsza (np. z Decathlona) i naprawdę super się sprawdza. Najważniejsze jest to, żeby nie ubrać się za zimno ani za ciepło. W tym drugim przypadku bardzo szybko będziesz się męczyć. Pewnie kilka pierwszych razy nie trafisz z ubiorem, ale potem samemu opracujesz sobie zestaw na każdą pogodę. Fajnym dodatkiem do tego zestawu jest kominiarka, która osłania uszy i trochę twarzy przy naprawdę mroźnej pogodzie.
- Zadbaj o bezpieczeństwo! Przede wszystkim noś odblaski! – tutaj nie ma co dużo gadać po prostu warto, nawet jeśli biegasz w mieście to zawsze dobrze mieć choć jedną odblaskową rzecz. Tutaj nie chodzi o katar, ale o życie! Kolejną rzeczą znacznie podnoszącą nasze bezpieczeństwo są kolce na buty. Rzecz niedroga i do kupienia cyklicznie w marketach, a naprawdę bardzo pomaga, gdy na drogach jest śnieg i lód. Co prawda podczas biegania jakoś rzadziej zdarzało mi się poślizgnąć, a upadki są zwykle mniej niebezpieczne niż podczas chodzenia, to jednak warto coś takiego sobie zakupić.
- Pogódź się z gorszymi wynikami! - nie będę oszukiwać zima rządzi się swoimi prawami i porzuć nadzieję, że w śniegu i w mrozie dasz radę powtórzyć swoje letnie rekordy. Nie, nie dasz rady. To całkiem normalne i nie oznacza, że się cofasz i spada Ci forma! Wręcz przeciwnie! Organizm musi radzić sobie z nowymi wyzwaniami. Bieganie po śniegu, w mrozie... to wszystko poprawi Twoją kondycję, a już na pewno jej nie pogorszy.
Mam
nadzieje, że być może zarażę kogoś bieganiem w gorszą pogodę, dzięki temu co
napisałem. Naprawdę może to być coś pięknego i przyjemnego. Warto dać szansę
tej dyscyplinie sportowej.

