poniedziałek, 30 października 2017

Czym jest dieta?



Co oznacza tak w zasadzie pojęcie „dieta”, o którym słyszymy codziennie w radiu, telewizji czy na ulicy? Ja oraz pewnie wielu z Was całe życie mylnie łączyliśmy to pojęcie ze sposobem odżywiania, którego celem jest odchudzanie. Otóż nie! „Dieta” to ogólne pojęcie dotyczące sposobu odżywiania i generalnie każdy z nas jest na jakiejś diecie - jakkolwiek brzmi to śmiesznie. W tamtym znaczeniu, prawidłowym pojęciem będzie „dieta odchudzająca”. Każdy ma oczywiście inną dietę. Niektórzy przykładowo spożywają mięso kilka razy w tygodniu, inni tylko raz bądź dwa razy, a są i tacy, którzy wcale go nie jedzą. Mięso oczywiście służyło tu tylko jako przykład. To samo tyczy się owoców, warzyw czy słodyczy. Istnieją także inne rodzaje diet jak np. dieta bezglutenowa. 
 
Chyba nadszedł już czas, żebym po objaśnieniu pojęcia „dieta” przedstawiła swoje stanowisko co do diet odchudzających. Szczerze mówiąc znam dokładnie aż bądź tylko dwa przypadki, które próbowały dłużej niż dwa miesiące prowadzić dietę odchudzającą. Na rynku takich diet jest mnóstwo i nie interesowałam się tym, ponieważ dla mnie to bardzo złe podejście do kwestii odchudzania. Dlatego też nie będę pisać Wam o dietach. Czemu? Wyobrażacie sobie całe życie prowadzić np. dietę kapuścianą? A co jeśli zrzucę przykładowo 15 kg i zaprzestanę tej diety? Co wtedy? No właśnie. Wtedy prawdopodobnie wrócę do swoich starych nawyków żywieniowych po katordze i odmawianiu sobie codziennie różnych smakołyków, którymi teraz z radością będę się zajadać. Skutek będzie taki, że pojawi się efekt jojo, gorsze samopoczucie i problemy żołądkowe. By nie być gołosłownym osoby przeze mnie wyżej wspomniane właśnie tego doświadczyły i dziś zmagają się z o wiele większą nadwagą niż kilka lat temu.  

Jedyną dietę odchudzającą, którą popieram, a którą nie do końca można tak nazwać jest tzw. detoks.  Otóż jest to pewnego rodzaju dieta oczyszczająca, która może trwać od jednego dnia do nawet 14 dni. W trakcie detoksu należy zrezygnować przede wszystkim z glutenu, zbóż, produktów mlecznych oraz cukrów. Dla ludzi, którzy kochają kawę mam złą wiadomość. Podczas diety oczyszczającej nie powinniśmy jej pić! Pozostaje nam woda, soki z warzyw i owoców oraz NAJLEPIEJ zielona herbata. Dieta ta wymaga także wypijania minimum 3 litrów dziennie. Oprócz tego, każdego ranka po przebudzeniu należy wypijać szklankę letniej wody z sokiem z połówki cytryny. W ten sposób wspomagamy pracę wątroby i nerek, a także przyspieszamy metabolizm. Konieczna jest odpowiednia dawka błonnika, a co za tym idzie wcześniej wspominana spora ilość wypijanych płynów. W Internecie można znaleźć bardzo dużo różnych przepisów na popularne dzisiaj smoothie, które właśnie ma właściwości oczyszczające.
Jak zrobić smoothie, które będzie wartościowym napojem, wzmocni naszą odporność, a dietę wzbogaci w pewne witaminy i minerały ważne dla naszego organizmu? Pomysłów na wykonanie smoothie jest bardzo dużo i każdy z nas powinien wybrać taką wersję, która mu odpowiada. Podstawą smoothie jest baza płynna oraz owoce lub/i warzywa. Pod wyrażeniem baza płynna rozumiemy dodatek, którym może być: woda, mleko, mleko roślinne, sok wyciśnięty ze świeżych owoców, jogurt naturalny czy nawet kefir. Jak mówiłam wszystko zależy od nas, jakiego doboru dokonamy. Następnie baza owocowo-warzywna. Jeśli o nią chodzi to również zależna jest ona od naszych preferencji. Ja na początku robiłam smoothie, które składało się z mleka oraz bananów (tych jeszcze żółtych, które nie „wytrąciły” cukru – czyli takich, które nie stały się jeszcze brązowe i nie są tak słodkie). Z czasem dodawałam do tego serek wiejski, żeby zagęścić napój. Wtedy smoothie traktowałam raczej jako posiłek ze względu na dość wysoką kaloryczność. Później zaczęłam eksperymentować z warzywami i wodą, dodając pomarańcze. Niektórzy dla wzmocnienia słodkiego charakteru smoothie dodają syrop klonowy, miód albo suszone owoce – czego ja nie robię, bo staram unikać się cukrów. Nie jestem w stanie podać Wam gotowego przepisu na smoothie, bo uważam, że to kwestia bardzo indywidualna. Jeśli mogę zaproponować jakieś warzywa to na początku najlepiej, żeby były to różne rodzaje sałat: zielona, roszponka, rukola czy jarmuż. 

Pozostawiam Wam kilka ważnych uwag, którymi powinniśmy się kierować podczas przygotowywania i spożywania smoothie:
  1. Należy zmieniać warzywa, które dodajemy do koktajli. Jedząc cały czas ten sam rodzaj, możemy doprowadzić do kumulowania się niebezpiecznych związków np. szczawin.
  2. Warto ograniczyć się do kilku produktów, by ułatwić naszemu żołądkowi trawienie.
  3. Należy pić go na śniadanie lub w odstępie 2 godzin po innych posiłkach lub godzinę przed.

Czy odbyłam kiedyś taki detoks? Może dwa razy w swoim życiu, a trwał on tylko jeden dzień. Mogę śmiało powiedzieć, że odczułam ogromną różnicę pomimo tego, że nie trwało to zbyt długo. Polecam każdemu, ale tylko wtedy gdy ma dzień wolnego i jest wypoczęty! Dla mnie było to bardzo ważne ze względu na dość specyficzną zmianę w żywieniu i funkcjonowaniu. 

Oczywiście nie pozostawiam Was bez zdjęć i przepisu! Teraz w wersji może mniej fit, ale dla mnie to pełnowartościowy posiłek, który na uczelni dodał mi energii podczas zajęć. 



Na zdjęciu widzimy dwa pudełka. W jednym z nich jedno z moich ulubionych owoców, a mianowicie kaki (persymona). Jest ono obrane, umyte i pokrojone w kostkę. W drugim z pudełek coś bardziej skomplikowanego. Są to szpecle z warzywami i kurczakiem. Powinnam ostrzec Was, że jestem osobą, która uwielbia różne specyficzne połączenia produktów. Dlatego proszę o wyrozumiałość i modyfikowanie przepisów wedle uznania. Jeśli ktoś z Was nie wie co to szpecle to wyjaśnię. Jest to potrawa mączna kuchni południowych Niemiec i kuchni tyrolskiej. Szpecle to niewielkie kluseczki przygotowywane z mąki i jajek.

SKŁADNIKI:

  • 2 szklanki szpecli (bądź więcej, w zależności od preferowanej porcji)
  • garść roszponki i świeżego szpinaku bądź dwie garści jednego rodzaju
  • pół dużej papryki
  • pół szklanki tartego sera mozzarella /żółtego sera
  • 8 cm kawałek zielonego ogórka (ja lubię nieobrany, dokładnie umyty i pokrojony w cienkie półksiężyce)
  • dwie łyżki słonecznika łuskanego (niesolonego!)
  • opcjonalnie: boczek/kurczak gotowany/szynka/cebulka
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
Szpecle gotujemy według wskazówek na opakowaniu. Ja swoje zakupiłam w LIDLU. Rozgrzewamy dużą patelnię i dodajemy łyżkę masła. Wrzucamy pokrojoną cebulkę, by ją zeszklić. Jeśli ktoś preferuje surowy boczek może pierw podsmażyć go na rozgrzanej patelni. Wtedy wytopi się jego tłuszcz, a cebulka zeszkli się. Następnie odcedzony makaron przekładamy na patelnię  i dorzucamy nasz ser. Później pozostają nam tylko warzywa, słonecznik i opcjonalnie kurczak. Chwilkę obracamy wszystko na patelni. Ser powinien nam się rozpuścić i trochę „obkleić makaron”. Pozostawiamy do wystudzenia i przekładamy do pudełka.
GOTOWE!

Jeśli ktoś lubi ciepłe posiłki to niestety musi zaopatrzyć się w opakowania, które utrzymują to ciepło przez jakiś czas. Ja takich nie posiadam, ale zimne potrawy mi nie przeszkadzają. W tym wypadku także.

Na koniec wstawię Wam moje artystyczne zdjęcie kanapki, którą przygotowałam sobie na drugie śniadanie. Dla niektórych to śmieszne, a dla mnie przyjemność z jedzenia.




Oraz moje nowe odkrycie, którego się obawiałam ze względu na moje sceptyczne podejście do takich batonów, ale skład nie jest taki zły:






NAJWAŻNIEJSZE! Żeby schudnąć trzeba jeść a głodówka to żadne rozwiązanie!

niedziela, 15 października 2017

LUNCHBOX nr 1


Dzisiaj – tak jak we wcześniejszym poście obiecałam – pojawia się mój LUNCHBOX. Wybaczcie, że nie w takiej formie jakbyście się tego spodziewali. W ostatnim czasie jestem zabiegana i spadło na mnie dużo obowiązków. Ze względu na te okoliczności przedstawienie mojego LUNCHBOXA będzie miało inny charakter. 
 

Nie włożyłam posiłków do pudełek, ponieważ w tym tygodniu moja uczelnia podarowała mi ogromny prezent. To znaczy długi weekend, który w zasadzie już się kończy.
Myślę, że na tym zdjęciu jest to dla Was bardziej widoczne i łatwiej będzie mi wszystko objaśnić. Co znajduje się na talerzu? Otóż 3 moje posiłki, które przygotowywałam sobie na uczelnię na wtorek oraz środę. Spędziłam w te dni mniej więcej po ponad 11h poza domem, wliczając w to czas na dojazd i powrót. Oczywiście po powrocie zjadałam obiad, a rano w domu jak zawsze nie mogłam przemóc się, by zjeść śniadanie. Wielkość tych posiłków nie była oczywiście taka jak na tym talerzu. 
Pierwsze pudełko: spora garść winogron (ok. 10-11)
Drugie pudełko: sałatka w ilości mniej więcej 5 łyżek
Trzeci posiłek: kanapka
Jeśli chodzi o pierwszy posiłek to nie ma w tym filozofii. Umytą i osuszoną garść winogron włożyłam do pudełka. Drugie pudełko to już coś bardziej skomplikowanego, ale bez obaw. Zamieszczam poniżej przepis.

Sałatka z brokułami i makaronem ryżowym 
  • 1 brokuł
  • czerwona fasola z puszki
  • kukurydza
  • 2 pomidory
  • jedna paczka makaronu ryżowego
  • pieprz + sól
  • majonez + jogurt (½– ½)

Sposób przygotowania: 
Myjemy brokuł. Najlepiej, żeby był świeży. W trakcie zimy ciężko o dobry i smaczny, więc można skorzystać z tych mrożonych. Brokuły wrzucamy na wrzątek – dzięki temu zachowają najwięcej swoich soków. Świeże brokuły gotujemy przez 5–7 minut. Czas zaczynamy odliczać od momentu ponownego zagotowania się wody. Zaraz po nastawieniu solimy (1 łyżeczka na 1 litr wody).
Jak to właściwie jest z tymi mrożonymi warzywami i owocami? Opinie są podzielone, jeśli chodzi o utratę wartości odżywczych podczas mrożenia. Ostatnio czytałam artykuł, w którym opisany został właśnie proces mrożenia brokułów. Na czym to polega? Rozpoczyna się to wszystko od przyjęcia surowca w formie różyczek (według wymagań jakościowych przetwórni). Następnym etapem jest mycie, sortowanie i blanszowanie. Proces blanszowania polega na krótkotrwałym sparzeniu warzyw w temperaturze 85-100 C, który poprzedza mrożenie. Sprawia to, że owoce i warzywa nie tracą wyjściowego koloru i aromatu. Kolejnym etapem jest schładzanie surowca i głębokie, szybkie zamrażanie w specjalnym tunelu zamrażalniczym w strumieniu bardzo zimnego powietrza. Nie jestem specjalistką, ale mimo wszystko mrożone warzywa (owoców takich ze sklepu nigdy nie jadłam) mają zupełnie inny smak niż te świeże. Mówi się, że jeśli zależy nam na dobrej jakości to musimy zwrócić uwagę na opakowanie. Torebka nie może być rozerwana, a warzywa lub owoce posklejane. Zbita struktura świadczy o tym, że produkt był źle przechowywany. Prawdopodobnie został rozmrożony, a następnie ponownie zamrożony. Nigdy nie powinno się zamrażać już raz rozmrożonego produktu. Jest to niebezpieczne dla zdrowia ze względu na możliwy rozwój drobnoustrojów.

Wracając do przepisu, teraz zajmiemy się makaronem. Przygotowujemy go według wskazówek na opakowaniu i pozostawiamy do wystygnięcia. Czy należy makaron „płukać” pod zimną wodą po ugotowaniu? Przyznam się osobiście, że często to robię. Zdziwiło mnie, gdy ostatnio przeczytałam, że nie jest to wcale konieczne. Wyjątek stanowi makaron przygotowany do sałatek. Dlaczego nie powinno się „płukać” makaronu?
  1. Spłuczemy wtedy skrobię z powierzchni makaronu, dzięki czemu będzie on mniej lepki, ale przyswoi mniej sosu.
  1. Poza tym spłuczemy sól z powierzchni makaronu, dzięki czemu będzie on mniej smaczny.
Drugi argument do mnie nie przemawia, bo nie przepadam za solą i uważam, że sam sos w sobie już jest słony – tym bardziej jeśli decydujemy się na te słoiczkowe sosy, których od 3 lat nie używa się w naszym domu. 
My nasz makaron możemy przepłukać pod zimną wodą, odcedzając go na durszlaku. Następnie zabieramy się za pomidory. Ja lubię te w skórce, ale trzeba z nimi uważać. Wiele przypadków pokazuje, że skórka pomidora jest w stanie przykleić się do żołądka i wywoływać różne dolegliwości, np. wymioty. Jeśli obawiacie się tego, możecie pomidor sparzyć i obrać. Kroimy pomidor w większą kostkę. Następnie odcedzamy na małym sitku kukurydzę, a później czerwoną fasolę. Czerwoną fasolę z puszki musimy wypłukać. Wszystkie składniki wrzucamy do miski, dodajemy majonez i jogurt. Ile? To już kwestia Waszego upodobania. Jak zauważyliście ja mieszam te składniki w proporcji 50:50. Często nawet dodaję więcej jogurtu naturalnego i to nie ze względu tylko na zdrowe odżywianie, ale nie lubię smaku majonezu. Dodajemy tyle majonezu i jogurtu, żeby składniki w miarę się razem trzymały i było to dla nas smacznie. To samo tyczy się kwestii pieprzu i soli. Ja uwielbiam pieprz i wsypuje go więcej niż soli.
SAŁATKA GOTOWA! 

Trzeci z moich posiłków to kanapka i tutaj pierwsza z moich kluczowych zmian w żywieniu. W zasadzie zawdzięczam ją też piekarniom, których jakość pieczywa jest dla mnie tak słaba, że po prostu mi nie smakuje. Od dziecka jadałam bułki i chleb, ale po pewnym czasie straciły one swój smak. Wyjątkiem jest jedna, jedyna piekarnia w moim mieście, która w nocy sprzedaje ciepłe duże chleby z pieca i są to najlepsze chleby, jakie jadłam w moim życiu. Kilka razy w roku jeżdżę z rodzicami po taki chlebek, który znika w ciągu dwóch dni w naszym domu. Nie tylko dla mnie pieczywo stało się niesmaczne, ale dla całej mojej rodziny. Jak to rozwiązaliśmy? Mama nauczyła się piec chleb. Koszty, które ponosimy są w zasadzie nawet ciut mniejsze od kosztów kupna chleba z piekarni. Natomiast trzeba mieć czas i cierpliwość. Chleby robiliśmy różne: ze słonecznikiem, pestkami dyni, płatkami owsianymi, czarnuszką itd. W te wakacje zmieniłam swoje upodobania i przeniosłam się na takie pieczywo:



Bardzo je lubię, ale ze względu na sporą ilość błonnika muszę wypijać więcej płynów. Moje kanapki na uczelnię są różne. Zazwyczaj z sałatą lodową bądź zieloną, szynką z kurczaka gotowanego, rzodkiewką i ogórkiem bądź pomidorem. Kiedy moja siostra przestała jeść masło na pieczywie, ja też zmieniłam ten nawyk. Masło dalej obecne jest w moim życiu, ale w innych postaciach. Zamiast kromki posmarowanej masłem, wolę kromkę z serkiem chrzanowym. Spożywam mało nabiału, więc przynajmniej w ten sposób staram się wypełniać tę „lukę” w moim żywieniu.
Poza tymi trzema posiłkami zabieram ze sobą wodę. Butelka 500 ml to za mało dla mnie. Będąc w IKEI znalazłam świetne plastikowe butelki o pojemności 700 ml.

Poza tym na uczelni pijam kawę, a często też zabieram ze sobą termos z herbatą. Jak na kogoś kto dalej ma problem z piciem większej ilości płynów, jest to idealne rozwiązanie.