Walentynki już za nami. Post planowałam wcześniej, ale zawsze coś człowiekowi wypadnie. Jutro wracam na uczelnię, a bardzo chciałam też ten czas poświęcić bliskim. Odwiedziłam babcie mojego chłopaka i sporą część mojej rodziny, bo w ciągu semestru wracam na tyle późno, że rzadko kiedy mam na to okazję. Mam nadzieję, że mile spędziliście Walentynki i trochę mogliście odpocząć. Jak wiecie w Internecie pojawiło się w ten dzień mnóstwo przepisów na potrawy i słodkości, które w wielu domach umiliły wieczór zakochanym. Myślę, że większość z nas uwielbia jeść. Oprócz samego smaku bardzo ważne jest to, jak nasze jedzenie wygląda. W sklepach możemy kupić w tym czasie wiele foremek i dużych blaszek w kształcie serca. Dwa lata temu udało mi się nawet zdobyć specjalnie foremki do robienia jajka sadzonego w kształcie serca i gwiazdki. Mają one specjalny uchwyt, by łatwo móc je wyjąć z patelni bez uszkodzenia jajka. Poza tym znajdziemy różne posypki i ozdoby, którymi możemy przyozdobić nasze jedzenie. Cudów i cudeniek mamy ogrom, więc bez problemu można nabyć je w wielu sklepach i to w dość niskiej cenie.
Nie zapominajmy jednak, że miłość należy okazywać sobie cały rok. Pojedyncza bezinteresowna róża wręczona przez ukochanego bez okazji czy zrobienie śniadania dla drugiej połówki w weekend to także pewnego rodzaju okazywanie miłości. Nie zapominajmy o takich drobnych gestach. Co ja dla Was dzisiaj mam? Za mną wybiło dzisiaj równe -25 kg, więc w zasadzie można powiedzieć, że już osiągnęłam to o czym marzyłam. Do końca pozostały mi 3 kilogramy, które planuje zrzucić do wakacji. Pozwalam sobie co jakiś czas na mniej zdrowe jedzenie i nie czuję wyrzutów sumienia, bo żyje się tylko raz. U mnie prawie raz w tygodniu musi być tzw. cheat meal. To wcale nie takie głupie, bo widzę u siebie spadek wagi od kiedy wprowadziłam taki posiłek w życie, a wcześniej zrzucanie kolejnych kilogramów szło mi bardzo opornie. A o czym będzie post? Post miał być o mojej przemianie i ćwiczeniach, które teraz wykonuje. Miałam Wam opowiedzieć o moich nawykach żywieniowych i udzielić kilku rad w związku z żywieniem. Jednak uznałam, że jesteśmy świeżo po Walentynkach i mogę Wam sprzedać dwa przepisy, które skradły moje serce i serce mojej drugiej połówki. Przepisy można wykorzystać w zasadzie w każdym czasie w ciągu roku. Będzie coś na słodko i coś na wytrawnie.
Pierwszy z nich to przepis na ciasto czekoladowe (coś a’la BROWNIE), który dostałam od kolegi w gimnazjum.
Składniki:
Nie zapominajmy jednak, że miłość należy okazywać sobie cały rok. Pojedyncza bezinteresowna róża wręczona przez ukochanego bez okazji czy zrobienie śniadania dla drugiej połówki w weekend to także pewnego rodzaju okazywanie miłości. Nie zapominajmy o takich drobnych gestach. Co ja dla Was dzisiaj mam? Za mną wybiło dzisiaj równe -25 kg, więc w zasadzie można powiedzieć, że już osiągnęłam to o czym marzyłam. Do końca pozostały mi 3 kilogramy, które planuje zrzucić do wakacji. Pozwalam sobie co jakiś czas na mniej zdrowe jedzenie i nie czuję wyrzutów sumienia, bo żyje się tylko raz. U mnie prawie raz w tygodniu musi być tzw. cheat meal. To wcale nie takie głupie, bo widzę u siebie spadek wagi od kiedy wprowadziłam taki posiłek w życie, a wcześniej zrzucanie kolejnych kilogramów szło mi bardzo opornie. A o czym będzie post? Post miał być o mojej przemianie i ćwiczeniach, które teraz wykonuje. Miałam Wam opowiedzieć o moich nawykach żywieniowych i udzielić kilku rad w związku z żywieniem. Jednak uznałam, że jesteśmy świeżo po Walentynkach i mogę Wam sprzedać dwa przepisy, które skradły moje serce i serce mojej drugiej połówki. Przepisy można wykorzystać w zasadzie w każdym czasie w ciągu roku. Będzie coś na słodko i coś na wytrawnie.
Pierwszy z nich to przepis na ciasto czekoladowe (coś a’la BROWNIE), który dostałam od kolegi w gimnazjum.
CIASTO CZEKOLADOWE
Składniki:
- 300g ciemnej gorzkiej czekolady (60-70% - Im mniej %, tym będzie słodsza)
- 225g masła
- 3 całe jajka
- ½ łyżeczki aromatu waniliowego
- 275 g cukru (czasem daje mniej, jeśli moja czekolada ma mniej niż 70%)
- 135g mąki
- ¼ łyżeczki soli
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Formę o wymiarach 20 cm x 30 cm wykładamy papierem do pieczenia. 1 tabliczkę czekolady (100g) ścieramy na tarce o grubych oczkach i odstawiamy do lodówki. Resztę czekolady (200g) łamiemy na kostki i rozpuszczamy. Techniki rozpuszczania czekolady są różne. Ja robię tzw. kąpiel wodną:
Do rozpuszczonej czekolady dodajemy masło, które także rozpuszczamy w ten sam sposób, mieszając. Nie podgrzewamy zbytnio masy, tylko rozpuszczamy. Następnie odstawiamy ją z ognia – najlepiej włożyć naczynie, w którym rozpuszczaliśmy masło i czekoladę, do większego garnka z zimną wodą. Od czasu do czasu mieszamy, aby nie zrobiła się nam stała masa. W tym czasie ubijamy jajka na puszysto z wanilią i cukrem. Ja ubijam pierw białka, dodając pierw szczyptę soli, a następnie wrzucam żółtka. Na końcu dodajemy wystudzoną masę czekoladową i razem przez chwilę miksujemy na wolnych obrotach. Do tego dodajemy przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia, sól i delikatnie mieszamy na jednolitą masę. Ja miksuję na małych obrotach bardzo krótko albo patyczkami od miksera po prostu mieszam całą masę. Przekładamy ją do przygotowanej wcześniej formy i posypujemy startą czekoladą z lodówki. Pieczemy przez około 30 minut. Wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy do całkowitego wystudzenia. Jest to BARDZO WAŻNE! Ponieważ ciasto jest lejącą się czekoladą i jeśli nie pozwolimy mu do końca wystudzić się to po prostu nam się rozleje.
Przykra wiadomość jest taka, że nie posiadam zdjęcia tego ciasta, ale zapewniam, że to idealna słodycz dla miłośnika czekolady!
Kolejny przepis to przepis na muffinki-pizzerki. Do niego będziecie potrzebowali specjalnej formy na muffinki.
MUFFINKI-PIZZERKI
Składniki:
- 200g mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- ½ łyżeczki oregano
- ½ łyżeczki bazylii
- sól
- ½ szklanki oleju
- ½ szklanki mleka
- 2 jajka
- 1 kulka sera mozzarella lub gotowy starty ser mozzarella (można kupić w LIDLU)
- 100g salami
- ½ czerwonej papryki
- 6 pomidorków koktajlowych
W misce mieszamy razem przesianą mąkę, proszek do pieczenia oraz przyprawy. Osobno mieszamy jajka, olej oraz mleko tak długo aż składniki się połączą. Mokre składniki dodajemy do suchych i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Ser trzemy na tarce. 2/3 z tego potartego sera dodajemy do ciasta wraz z pokrojoną drobno papryką oraz pokrojonym w cienkie paseczki salami. Mieszamy i nakładamy do formy na 12 muffinów. Pozostałym serem posypujemy wierzch muffinek. Pomidorki kroimy na ćwiartki i na wierzchu każdego muffina układamy po dwa kawałki. Następnie wkładamy blaszkę do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na około 25 minut. Upieczone muffiny wyjmujemy i studzimy. Oto moje zdjęcia:
Mam nadzieję, że chociażby jeden z tych przepisów wykorzystacie w swojej kuchni. Są stosunkowo łatwe i mogą sprawić nam wiele przyjemności. Do muffinek robię często sos czosnkowy, bo mój chłopak go uwielbia. W zależności ile go potrzebuje tyle wykorzystuje jogurtu greckiego i dodaje do tego ząbki czosnku, a często też łyżeczkę serka topionego i blenduję.
Smacznego!

