Wracam po długiej przerwie i mam dla Was zupełnie
coś nowego. Post może nie będzie najdłuższy, ale będę starała się teraz
bardziej regularnie działać. Mam nadzieję, że trochę zainteresujecie się tym
tematem. Chciałabym też w tym poście poruszyć kwestię stretchingu, czyli kwestię
rozciągania mięśni. Nawet nie macie pojęcia, jakie jest to ważne i jak duży ma
to wpływ na człowieka. Zapraszam do lektury!
Stwierdziłam ostatnio, że jak na kogoś kto pisze
bloga i interesuje się tematem odchudzania to powinnam więcej czytać na ten
temat. A co dokładnie czytać? W zasadzie jest sporo książek na temat treningów
czy odżywiania i samej trudno mi wybrać coś sensownego. Mój chłopak bardzo mnie
wspiera w moich postanowieniach i na święta otrzymałam od niego książkę „Bzdiety.
Czego nie powie ci dietetyk” (Traci Mann). Ze względu na dużą ilość obowiązków
i sesję, którą na szczęście oficjalnie zakończyłam z wynikiem pozytywnym,
zabrałam się za tą książkę. Co w niej znajdziemy? Dla mnie to taki długi
komentarz do tego, co wiem. Czasem zaskakujący. Nie chcę zbyt wiele zdradzać,
bo może ktoś z Was zechce ją przeczytać. Ja sama jeszcze nie przeczytałam całości
- przyznaję się bez bicia. Troszkę mój entuzjazm opadł, gdy przeczytałam, że duży
wpływ na naszą wagę mają nasze predyspozycje, bo to aż w 70%!!!! Ta wiadomość
była dla mnie dobijająca i zastanawiam się jak w przyszłości mój organizm się
zachowa, bo jak wcześniej pisałam moja rodzina to raczej kobiety o pełnych
kształtach. Nie popadajmy też w paranoję. Wiadomo, że to nie jest teraz tak, że
nic nie możemy zrobić. Autorka mówi, że każdy z nas ma pewnego rodzaju granicę
wagową. Co to oznacza? Spróbuję pokazać to na przykładzie. Jest pewien
mężczyzna X o wadze 76 kg. Patrząc na predyspozycje wagowe w jego rodzinie
można stwierdzić, że szansa na większe skoki wagowe u niego w przyszłości jest
bardzo mała. Jego ojciec i dziadek są bardzo szczupli. Jego waga nie będzie „szalała”
pod warunkiem, że będzie on prowadził ciągle ten sam styl życia. Jest również
drugi mężczyzna Y, który waży już 103 kg. Jego ojciec i dziadek są większej
postury. Mężczyzna ten ma szansę na spadek wagi przy zmianie stylu życia, ale
nie osiągnie raczej wagi 76 kg, którą ma mężczyzna X. W dzisiejszych czasach
jest pewna mała możliwość, że mężczyzna Y tą wagę osiągnie, ale np. będzie
zmuszony do brania jakiś „wspomagaczy”. Jak długo będzie on więc w stanie
utrzymać taką wagę? Mann przeprowadziła różne badania na ten temat, ale więcej
o tym znajdziecie w jej książce.
Inną kwestią, którą ona porusza jest generalnie to,
o czym pisałam w ostatnim poście. Chodzi tu o dietę i jej działanie. Czy
faktycznie jesteśmy w stanie schudnąć dzięki niej? Jak działają koncerny, które
produkują tabletki na odchudzanie albo obmyślają nowe diety? To wszystko
znajdziecie w „Bzdiety. Czego nie powie ci dietetyk”. Jest to dość
kontrowersyjna sprawa i autorka sama przyznaje, że nie jest jej łatwo mówić o
takich sprawach. Teraz spora część zysków na świecie obraca się w tych kręgach
tematycznych. Uważam, że ta pozycja jest warta uwagi i polecam ją każdemu, kto
zastanawia się: czemu ponoszę porażki i nie mogę nadal schudnąć?
Zabieramy się teraz za inny temat, a
mianowicie: Jak to jest z tym rozciąganiem? Robić czy nie? Co to nam daje? Po
co tracić dodatkowo czas na coś, co nie daje mi na pierwszy rzut oka widocznych
efektów? Wiele razy słyszałam takie pytania i sama też zaczęłam się zastanawiać,
jak wyjaśnić ludziom, że rozciąganie ma ogromne znaczenie. Ja osobiście też nie
byłam tego świadoma jeszcze 2 lata temu.
Pamiętacie pewnie, że pisałam w jednym z postów o
tym, że mam problemy z kolanami. Otóż odbyłam dwie operacje, a dokładnie wycięto
mi fałd maziowy w obu kolanach. Co to jest ten cały fałd maziowy? Nie jestem w
stanie wyjaśnić Wam to w sposób medyczny, więc wyjaśnię tak, jak mi to
objaśniano. Jest to jakby „ochrona” w kolanie, która po narodzeniu powinna się
dziecku wchłonąć – przynajmniej tak mi mówiono. Na świecie istnieje pewien
odsetek osób, którym ten fałd pozostaje i nie wchłania się. Co to powoduje?
Nasze chrząstki i wszystkie inne struktury w kolanie zaczynają o siebie trzeć
podczas ruchu. Tym samym powodujemy, że one „się kruszą”. Teraz pewnie
zadajecie sobie pytanie jak to rozpoznać. W moim przypadku był to straszny ból
i zostałam wysłana na USG kolana, które wykonałam prywatnie. Nie orientuje się
jak to wygląda na NFZ. Usunięto mi w końcu ten fałd i lekarze zapewniali mnie,
że wszystko będzie dobrze. Problem niestety nie tkwił tylko w tym, bo ból
pozostał i z dnia na dzień był większy.
Od dziecka mam problem z biodrami i okazało się, że
rozwiązanie tkwi właśnie w rozciąganiu. Tak, przestało mnie boleć od kiedy
regularnie rozciągam się. Udałam się prywatnie do fizjoterapeuty i dostałam
pewien zestaw ćwiczeń. W zasadzie nie ma to wielkiego teraz znaczenia, ponieważ
na YT znajdziecie mnóstwo podobnych ćwiczeń na filmikach ze stretchingiem.
Jeśli mogę Wam coś polecić to jest to stretching od blogilates i od primavery (kiedyś o nich pisałam). Po
każdym treningu, a nawet w dni kiedy nie możecie go zrobić, należy się
rozciągać. Ile ono powinno trwać? Na początek wystarczy nawet 5 minut, ale
starajcie się zwiększyć nawet do 20-25 minut. To wszystko dla Waszego zdrowia!
Na starość organizm Wam za to podziękuje. Jak często? Najlepiej codziennie, ale
nie zawsze jest to realne. Ja staram się 3-4 razy w tygodniu. Oprócz braku bólu
w kolanach, zniknął także odwieczny problem z bólem kręgosłupa. Chociaż tutaj
dużą zasługą są intensywne ćwiczenia na pośladki, które regularnie wykonuje od
ponad 2 lat. O tym także kiedyś napiszę post. Mam wrażenie, że w Polsce bardzo
mało mówi się o rozciąganiu, a istnieją przecież ludzie, którzy codziennie rano
gimnastykują się. Sama nie wiem dlaczego nikt o tym nie mówi, a tylko wciskane
są nam tabletki na ból czy regenerację. Nie wierzcie w to, że będziecie mieli
lepsze „smarowanie” w kolanie, jak weźmiecie tabletkę. To niemożliwe, żeby
tabletka dostała się do kolana. To efekt placebo i tylko trujecie sobie
organizm. Jeśli chcecie coś zmienić to polecam galaretki albo galaretę z mięsem
i/lub warzywami. Tu efekt z pewnością osiągnięcie.
Co
nam jeszcze daje rozciąganie? Lepsze samopoczucie i mniejszą szansę na
wystąpienie zakwasów na drugi dzień po intensywnym treningu. Jeśli nie
wystarcza Wam taka forma rozciągania to możecie wykorzystać także zwykłą, dużą
piłkę gimnastyczną np. na rozciąganie mięśni pleców czy brzucha. Ja swoją
nabyłam w LIDLU rok temu chyba za 30 zł i bardzo sobie chwalę. Jeszcze innym
moim odkryciem jest roller. Taki zwykły wałek z pianki bądź innego materiału,
dzięki któremu możemy „rozmasowywać” mięśnie. Jest to szczególnie zalecane dla
biegaczy, którzy powinni intensywnie pracować nad rozciąganiem bocznej,
zewnętrznej części uda. Znajdziecie mnóstwo filmików, recenzji i zaleceń
dotyczących tego wałka (Training Foam
Roller). Sama go używam i też kupiłam go w LIDLU. Jego wadą jest to, że trzeba
mieć silne ręce, żeby móc z nim pracować. Dlaczego? Przy większości ćwiczeń - przy użyciu wałka -
wykorzystujemy siłę rąk, która pozwala naszemu ciału na przesuwaniu się po
wałku. Poza tym jest to dość bolesne i mogą wystąpić siniaki na ciele.
Źródło:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz