Historia nie jest zbyt skomplikowana. Mam
na imię Klaudia i jestem kobietą wychowaną na Górnym Śląsku. Sama nie wiem czy
to narzucona tradycja, czy brak zainteresowania tematami zdrowego odżywania
spowodowała, że w moim życiu miała miejsca mała rewolucja. W dzieciństwie wydawało mi
się, że śląska kuchnia jest smaczna i zdrowa, bo wszyscy w mojej
rodzinie dobrze wyglądali i byli szczęśliwi. Czasy się trochę zmieniły. Teraz
nasze życie zupełnie inaczej wygląda i moje poglądy również są inne. Na rozwój kuchni Ślązaków, ich podejście do jedzenia, stylu życia i dbania
o swoje zdrowie miały i nadal mają wpływ kultura Zachodu, dostęp do
Internetu oraz rodziny przyjeżdżające z różnych województw na Śląsk.
Mam 21 lat i ktoś może powiedzieć, że
jestem - kolokwialnie mówiąc - smarkulą, która za wiele o życiu nie wie. Może i po części jest w tym prawda, ale tylko po części. Dlaczego? Otóż właśnie odmieniłam całe moje spojrzenie na świat i zamierzam się tym doświadczeniem podzielić.
Mając już około 6 lat zaczęłam zmagać się z nadwagą. W zasadzie wtedy to raczej ją miałam, bo zmagać się z nią nie mogłam, ponieważ jako dziecko nie byłam do końca tego świadoma. Moja śląska rodzina nie zwracała na to uwagi, bo zawsze mówiono mi, że jak dojrzeję to wszystko wróci „do normy”. Poza tym wmawiano mi też, że mam predyspozycje do bycia bardziej pulchną osobą. Teraz argument „mam takie geny” uważam za nie do końca dobre przekonanie, które przecież wielu z nas popiera, a tak naprawdę jest to w wielu przypadkach sposób na ucieczkę od problemu. W moich stronach kobieta ma być kobietą, bo jak dziadek mawiał: „kości na cmentorzu” (po polsku: kości na cmentarzu). Niestety im byłam starsza, tym problem był większy. Zaczęło się od szkoły. Ja i rówieśnicy nie zwracaliśmy wtedy takiej uwagi na to, że się różnimy. Gdzieś w 3 klasie podstawówki zaczęto wytykać mnie palcami. Pod koniec podstawówki słyszałam takie obelgi, o których nawet nie chciałabym mówić. Pewne porównania i obraźliwe słowa tak mocno odcisnęły piętno w mojej pamięci, że stałam się osobą aspołeczną. Gdzie znalazłam ratunek? W nauce. Jakie dziecko siedziałoby po nocach, mając 10 lat, żeby uczyć się na klasówki? Gdy wiedziałam, że jeszcze mam sporo wolnego czasu zapisywałam się na różne zajęcia, m.in. na lekcje gry na pianinie, żeby wypełnić czas, unikając tym samym przemyśleń o swoim życiu.
Mając już około 6 lat zaczęłam zmagać się z nadwagą. W zasadzie wtedy to raczej ją miałam, bo zmagać się z nią nie mogłam, ponieważ jako dziecko nie byłam do końca tego świadoma. Moja śląska rodzina nie zwracała na to uwagi, bo zawsze mówiono mi, że jak dojrzeję to wszystko wróci „do normy”. Poza tym wmawiano mi też, że mam predyspozycje do bycia bardziej pulchną osobą. Teraz argument „mam takie geny” uważam za nie do końca dobre przekonanie, które przecież wielu z nas popiera, a tak naprawdę jest to w wielu przypadkach sposób na ucieczkę od problemu. W moich stronach kobieta ma być kobietą, bo jak dziadek mawiał: „kości na cmentorzu” (po polsku: kości na cmentarzu). Niestety im byłam starsza, tym problem był większy. Zaczęło się od szkoły. Ja i rówieśnicy nie zwracaliśmy wtedy takiej uwagi na to, że się różnimy. Gdzieś w 3 klasie podstawówki zaczęto wytykać mnie palcami. Pod koniec podstawówki słyszałam takie obelgi, o których nawet nie chciałabym mówić. Pewne porównania i obraźliwe słowa tak mocno odcisnęły piętno w mojej pamięci, że stałam się osobą aspołeczną. Gdzie znalazłam ratunek? W nauce. Jakie dziecko siedziałoby po nocach, mając 10 lat, żeby uczyć się na klasówki? Gdy wiedziałam, że jeszcze mam sporo wolnego czasu zapisywałam się na różne zajęcia, m.in. na lekcje gry na pianinie, żeby wypełnić czas, unikając tym samym przemyśleń o swoim życiu.
Ze względu na bardzo dobre wyniki w
nauce mój wybór padł na gimnazjum katolickie, o którym krążyły różne mity, ale
z czasem okazały się nieprawdziwe. Gimnazjum to miało bardzo wysoki poziom.
Okazało się, że był to dla mnie też najwspanialszy czas w życiu. "Wyleczyłam się"
wtedy z wielu problemów, a szczególnie jeśli chodzi o trudność w nawiązywaniu
kontaktów międzyludzkich. Chodziłam do klasy integracyjnej, co oznaczało, że
miałam styczność z osobami niepełnosprawnymi. Kto wie… może też miało to na
mnie jakiś wpływ? W gimnazjum otwarłam się na ludzi, brałam udział w wielu
przedsięwzięciach, a niektórymi nawet kierowałam. W drugiej klasie zrzuciłam 10
kg. Był to ogromny sukces dla mnie. Stałam się bardziej pewna siebie i nawet
przeżyłam swoje pierwsze zauroczenie. Miałam dobrych ludzi wokół siebie i
dzięki temu zaczęłam więcej spędzać czasu poza domem. Pod koniec gimnazjum przytyłam
10 kg i to z nadwyżką 5kg. Załamałam się i znowu uciekłam w świat nauki.
Kolejny wybór, którego musiałam dokonać
to wybór liceum ogólnokształcącego. Po zastanowieniu zdecydowałam się na jedno
z liceów w moim mieście, które miało bardzo dobrą opinię. Kolejny raz się nie
zawiodłam. Zapisałam się do klasy akademickiej, w której miałam rozszerzony
język polski, historię oraz matematykę. W międzyczasie przytyłam kolejne kg i
zaczęłam godzić się ze swoją dużą już nadwagą. Miałam trzy operacje w trakcie
liceum: dwie na kolano i jedną z powodu problemów z zatokami. Operacje kolan
nie były związane jako tako z moją nadwagą, ale błędem lekarzy po moim
narodzeniu – kiedyś o tym napiszę, bo może okaże się, że właśnie Ciebie także
to dotyczy. Jednak lekarze radzili mi zrzucić te kilogramy, bo dla mojego
organizmu jest to duże obciążenie. Dopiero zauważyłam to i zrozumiałam, gdy
miałam poruszać się o kulach. Ja? Taka ciężka? Wchodzenie po schodach to była
katorga. Nie uprawiałam sportu, nie ruszałam się i miałam bardzo słabe ręce. Po
takim wysiłku zawsze miałam łzy w oczach, bo widziałam jaka jestem słaba. Pod
koniec sierpnia 2013 roku – akurat po drugiej operacji kolana - dostałam
wiadomość od kolegi z klasy, z którym nigdy nie rozmawiałam. Miał na imię
Czarek. Pytał mnie o olimpiadę z pewnego przedmiotu. Ja zmęczona całą sytuacją
odpisałam na wiadomość, a po pewnym czasie między nami nawiązała się przyjaźń. W
grudniu zostaliśmy parą. Bardzo wstydziłam się swojego wyglądu. Miałam wahania
wagi, co skończyło się niewielkimi rozstępami na brzuchu, biodrach, nogach, biuście i
ramionach. Nienawidziłam siebie.
Parę miesięcy przed maturą zdecydowałam
się na studiowanie filologii germańskiej ze specjalnością tłumaczeniową w moim województwie. W moje
najdłuższe wakacje miałam już tak dużą nadwagę, że coś we mnie „pękło”. Czarek
kochał mnie mimo wszystko, ale czułam, że nie jestem dla niego taka atrakcyjna,
jak są moje koleżanki dla swoich
mężczyzn. Zaczęłam zmieniać sposób żywienia, a tym samym walkę z moją rodziną,
która nie chciała słyszeć o odchudzaniu. Wygrałam! Do mojego nowego stylu życia
dołożyłam dużo ruchu. W ten sposób zrzuciłam ponad 20 kg i jestem dzisiaj
szczęśliwą kobietą, która pozbyła się dużej nadwagi i walczy nadal!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz